2 października 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 4

7. Co dalej?

Rządy i banki centralne świata dosypują góry pieniędzy. Jest to konieczne leczenie objawów, ale nie zakończy kryzysu. Dobrze, że wczoraj Senat amerykański uchwalił wydanie $700 miliardów. Dobrze, że przedwczoraj Europejski Bank Centralny rzucił na rynek kolejne 30 miliardy Euro. Są to jednak wszystko rozwiązania tymczasowe i leczenie objawów. Dopóki nie poznamy ile i w których instytucjach są papiery wartościowe oparte o ryzykowne nieruchomości amerykańskie dopóty będziemy mieli doczynienia z kryzysem.

Bezpośrednim źródłem kryzysu jest brak informacji o tym ile jest strat na papierach wartościowych opartych o ryzykowne nieruchomości, oraz w których instytucjach te straty są ulokowane. Brak informacji spowodował brak zaufania pomiędzy instytucjami finansowymi – nie chcą sobie nawzajem pożyczać pieniędzy. A to już jest poważny problem, ponieważ może doprowadzić do upadłości nawet instytucje, które nie mają nic wspólnego z amerykańskimi papierami opartymi o ryzykowne nieruchomości, oraz ograniczy finansowanie normlanych firm.

Problem jest poważny ponieważ z definicji instytucje finansowe w krótkim okresie czasu są niewypłacalne. Instytucje finansowe zamieniają oszczędności w inwestycje. Polega to na tym, że długoterminowe projekty (takie z których kasę dostaną po długim czasie) finansują za pomocą krótkoterminowego finansowania (takiego które szybko muszą spłacić).  Ten rozjazd pomiędzy długoterminowym zwrotem, a krótkoterminową strukturą finansowania oznacza, że prawie każda instytucja finansowa jest w krótkim okresie czasu niewypłacalna.  By przeżyć instytucje finansowe muszą regularnie pożyczać sobe pieniądze. A właśnie ta płynność wyschła.

Wyschnięcie źródeł finansowania jest duże. Dla przykładu we wrześniu tego roku firmy amerykański wyemitowały obligacji na sumę $15 miliardów . Niby dużo. Ale, tak naprawdę bardzo mało. Bo we wrześniu 2007 roku firmy amerykańskie wyemitowały siedem razy więcej, czyli $101 miliardów obligacji. Podobnie jest na rynku pieniężnym. W pierwszych 24 dniach września tego roku firmy amerykańskie wyemitowały papierów komercyjnych za $44 miliardy, ale we wrześniu 2007 było to $244 miliardy.

Każda instytucja finansowa i firma, która w najbliższych 18 miesiącach będzie musiała pozyskać finanowanie może mieć kłopot. Rosja, która jeszcze niedawno ustami doradców Putina chwaliła się, że kryzys wykorzysta, by tanio kupować zagraniczne firmy właśnie zrozumiała, że jej firmy do końca roku muszą zrefinansować zadłużenie(wziaść nowe kredyty, by spłacić stare) w wysokości $40 miliardów, a do końca przyszłego roku kolejne $80 miliardów.

Nie wiem jaka jest przyszłość. Gdybym wiedział to bym mądrzył się z jakiegoś ładnego zamku położonego w pięknej okolicy. Natomiast możemy z dużym prawdopodobieństwem spodziewać się upadków kolejnych zagranicznych instytucji finansowych, recesji w USA i Europie Zachodniej. Spadku tempa wzrostu PKB w Polsce w przyszłym roku z prognozowanyh 4-5% do 2-3%. Upadłości sporej liczby polskich deweloperów – mają kłopoty z płynnością od drugiej połowy zeszłego roku. Natomiast w upadłość polskich banków na razie nie wierzcie – ale bądzcie rozsądni i patrzcie co się dzieje.

 

8. Prezydent Kaczyński jest głupim szkodnikiem

Kryzys, kryzys, kryzys mówi Kaczyński. Niestety prezydenckie gadanie może doprowadzić do kryzysu. W obecnej sytuacji nawet nieprawdziwe pogłoski mogą mieć prawdziwe konsekwencje.  Jeżeli Kaczor przekona obyateli, że jest kryzys, to kryzys będziemy mieć. Gdy ludziska zaczną wypłacać kasę z banków to banki zbankrutują.

Jeżeli te dwa półgłówki Jarek i jego brat prezydent Polski chcą zrobić coś dobrego dla Polski to obaj powinni sobie założyć konta w banku, zdeponować tam kasę swoją i mamusi, oraz podać to do publicznej wiadomości.

A silenie się na medialne zaistnienie poprzez straszenie kryzysem, którego w Polsce na razie nie ma powinni sobie darować.

1 października 2008

Państwo Polskie Moim Przyjacielem – 1

Zazwyczaj krytkuję urządzenie naszego państwa. Dziś jednak napiszę wam, że czasami nasze państwo jest dobrze urządzone.

Raz lub dwa razy do roku dostaję groźnie brzmiące wezwania, by stawić się w urzędzie skarbowym. Zwykle coś policzyłem nie tak w podatkach, albo nie zapłaciłem mandatu. Byłem tam przedwczoraj. Miałem źle obliczone zaliczki podatku za ubiegły rok i niezapłacony mandat.

Każdy urzędnik, którego wczoraj spotkałem był dla mnie sympatyczny i pomocny. Dzieńdobry, dziękuję, proszę, z uśmiechem, autentyczną sympatią i pełnym wyjaśnieniem co mam zrobić dalej.

Lubię swój urząd skarbowy. To znaczy zabierają mi kasę, której ciągle mi brakuje. Takie mamy prawo. Ale panie i panowie, którzy tam pracują są niezwykle mili – nawet poborcy podatkowi. Takie wrażenie z urzędu skarbowego wynoszę już od kilku lat. Wydaje mi się, że oni naprawdę się starają, bo wiedzą, że administracja skarbowa jest źle opisywana.

I dodam coś jeszcze, gdy usłyszycie kolejnego posła, który mówi źle o urzędnikach, to przypomnijcie, że wewnętrznie sprzeczne lub niezrozumiałe przepisy, które egzekwują urzędnicy są uchwalane przez polityków.

29 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 3

6. Kto jest winien kryzysu?

Powodów obecnego kryzysu finansowego jest kilka. Wskazywanie na jeden powód jest błędem.  Kto jest winien gdy na morzu podczas wielkiej burzy zatonie niesprawny statek prowadzony przez pijanego kapitana? Kapitan, bo pił? Armator, bo nie naprawił statku? Pogoda, bo była wielka burza? Kapitan portu, bo pozwolił statkowi wypłynąć. Załoga, bo się na taki statek zaokrętowała i słuchała takiego kapitana?

Poniżej opisuję powody, które przyczyniły się do obecnego kryzysu, mniej więcej w kolejności ich wagi dla spowodowania kryzysu:

Po pierwsze, gospodarka amerykańska jest niesamowicie zadłużona.  Za czasów Busha II zadłużenie publiczne USA wzrosło z około 60% do jakieś 69% PKB.  Ale to nie cały obraz. Zadłużenie publiczne i prywatne w USA wynosi 350% PKB! Amerykanie od około 30-tu lat żyją na kredyt. Wszyscy wiedzą, że to nie może trwać wiecznie, ale nikt nie wie kiedy amerykanie zostaną zmuszeni, by produkować więcej niż konsumują, zamiast konsumować więcej, niż produkują. Wprowadza to sporo nerwowości na rynek finansowy.

Po drugie, amerykańskie władze monetarne prowadziły luźną politykę pieniężną. W odróżnieniu od europejskich banków centralnych, które za zadanie mają wyłącznie dbać o stabilność pieniądza, Bank Rezerwy Federalnej ma za zadanie dbać o stabilność pieniądza i wzrost gospodarczy –zadania te są często sprzeczne. Zarządzający FEDem korzystają z tej dowolności celów. Alan Greenspan, kilka lat temu miał status bożyszcza. Między innymi dlatego, że gdy pękła bańka internetowa wpompował setki milardów dolarów w rynek, czym uchronił gospodarkę USA przed znaczną recesją. Te pieniądze jednak trafiły między innymi na rynek nieruchomości, oraz nauczyły inwestorów, że gdy zabraknie im rozsądku w ocenie inwestycji to Fed uratuje ich pompujac pieniądze w gospodarkę. Gdy już było (kilka lat temu!) oczywiste, że na rynku nieruchomości jest bańka to Fed nie zrobił nic by utrudnić dostęp do pieniądza i zatrzymać tę bańkę wcześniej.  Ben Bernanke, obecny szef FEDu niko nie pytając o zgodę uratował AIG kosztem 80 miliardów dolarów. Co gordza obecne władze Fed bardzo długo ociągały się z podniesniem stóp procentowych, gdy było to konieczne. Ten łatwo dostępny pieniądz łatwo się pożyczało, wiec trafiał tam, gdzie było spore ryzko, że nie wróci.

Po trzecie, państwowe instytucje regulujące rynek nie sprawdziły się. Fannie Mae, Freddi Mac i AIG to były jedne z najbardziej regulowanych i prześwietlanych przez państwo instytucji finansowych. Pomimo całego państwowego aparatu nadzorczego zbankrutowały. Po prostu żaden urzędnik, lub polityk nie odważył się powiedzieć nie pożyczajcie biednym (czarnym) na kupno domu, bo nie oddadzą tych pieniędzy. A ci, którzy pilnowali instytucji finansowych nie odważyli się powiedzieć nie finansujcie takich pożyczek. Przesadziłem? Nie, tylko dobitnie zilustrowałem ekonomię polityczną regulacji rynku finansowego.

Po czwarte, banki inwestycyjne, od prawie 30-tu lat przestały być chronione przed konkurencją na polu emisji papierów wartościowych dla firm. W odpowiedzi na coraz większą konkurencję ze strony banków komercyjnych (tzn. normalnych banków, które biorą depozyty i pożyczają pieniądze) banki inwestycyjne inwestowały pożyczone pieniądze by utrzymać swą dochodowość. Teraz okazało się wiele z tych inwestycyji było nietrafionych, a banki inwestycyjne operujące pożyczonymi pieniędzmi są modelem biznesu, który jest zbyt ryzykowny.

Po piąte, cały świat wierzy amerykanom, że oddadzą pieniądze, oraz wie, że amerykanie są największą potegą militarną na świecie. Czyni to z USA, z jego waluty i aktyw realnych, oraz finansowych bezpieczne miejsce do lokowania inwestycji. A przynajmniej czyniło. Coraz więcej inwestorów obawia się, że Amerykanie są teraz tak zadłużeni, że mogą skorzystać z inflacji, by zmniejszyć wartość swojego zadłużenia. A to oznacza, że zagraniczne pieniądze, które finansowały konsumpcję Amerykanów mogą przestać płynnąć do nich w takich ilościach. Już sama możliwość takiego odwrócenia przepływów finansowych osłabia warunki do inwestowania w USA.

Po szóste, spadek wartości nieruchomości. Bańka na rynku nieruchmości była oczywista od kilu lat. Wiedzieli o tym wszyscy w świecie finansów, ale liczyli na to, że zanim pęknie oni te inwestycje sprzedadzą komuś innemu, a w międzyczasie sami skorzystają na wzroście. Taka kalkulacja była możliwa ponieważ, amerykański rynek finansowy korzystał z łatwych pieniędzy udostępnionych przez władze amerykańskie, oraz zagranicznych inwestorów. Kiedy Greenspan zdecydował się pompować pieniądze w gospodarkę USA pomimo oczywistej bańki na nieruchomościach każda instytucja finansowa, która chciała mieć wyniki nie gorsze od innych musiała inwestować w aktywa oparte o amerykańskie nieruchomości.

27 września 2008

Zamordyzm i zakuwanie

 „Nauczyciel angielskiego musi przyznać, że opanowanie przez ucznia ortografii oraz stawiania znaków przestankowych, umiejętności rozpoznania i napisania zdania podwójnie złożonego są mniej ważne od wykształcenia nawyku uczciwego i otwartego mówienia, umiejętności słuchania, przyzwyczajenia do czytania wielu rodzajów książek, magazynów i gazet, oraz pisania tego w co się wierzy, co myśli i co czuje.”   

- Modern Language Association, 1968

Miałem okazję parę dni temu widzieć wiceminstra edukacji narodowej Prof. Zbigniewa Marciniaka, który bardzo się chwalił jak to jego ministerstwo przygotowuje skuteczną, przyjazną i nowoczesną podstawę programową. Nie wierzę panu wiceministrowi. Od kiedy pamiętam ministerstwo pisze nowe programy. Gdy poszedłem do szkoły w roku 1979 byłem pierwszym rocznikiem, który jak się wtedy mówiło szedł nowym programem. I co? Dziś znowu kolejny minister pisze nowe programy. A Polska szkoła cały czas jest zamordystyczna i uczy niepotrzbnej wiedzy encyklopedycznej.

Mamy mądre ministerstwo, które decyduje za rodziców i dzieci czego uczniowie będą się uczyć w szkole. I właśnie dlatego cały czas, choć od obalenia komuny minęło 20 lat, polska szkoła nie potrafi nauczyć mówić i pisać po angielsku – jeśli chcesz się nauczyć  angielskiego idziesz na kursy i zajęcia poza szkołą. Po co nam ministerstwo z jego programem i wymogami jeżeli nie potrafi załatwić tak prostej i zarazem tak ważnej i potrzebnej rzeczy jak nuaczenie młodych Polaków posługiwać cię językiem angielskim?

Jeżeli coś ma się zmienić w szkołach na lepsze to państwo musi się odczepić od szkół. Reformy wymyślane przez centralę w Warszawie należy zastąpić szkołą, która rozwija się i poprawia na co dzień. Dziś to jest niemożliwe. Kilkaset rozporządzeń wydanych w Warszawie szczegółowo określa jak pracuje szkoła. Ale my potrzebujemy takiej szkoły, która będzie szybko i sprawnie odpowiadać na zmieniające się potrzeby uczniów i rodziców, zamiast czekać aż narastająca frustracja wywoła kolejną reformę planowaną i wdrażaną z Warszawy.

 

p.s. przykład niezwykłych mądrości ministerstwa – jedno z ostatnich zdań w „Podstawa Programowa – Jak organizować edukację w szkkole podstawowej” to: „Odnośnie młodszych przedszkolaków zaleca się, aby co najmniej jedną czwartą czasu dzieci spędzały bawiąc się w ogrodzie, w parku, na łące.”.  Czy Polacy naprawdę są tak głupim narodem, że potrzebujemy Ministerstwa, które będzie pilnowało, by dzieci w przedszkolu przebywały na świeżym powietrzu?

20 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych? - 2

4. Kryzys w USA będzie miał ujemny wpływ na polską gospodarkę.

Nie wierz tym, którzy mówią, że Polska gospodarka rośnie szybko i  nadal będzie tak rosła,  oraz tym, którzy twierdzą, że nasze instytucje finansowe są w pełni bezpieczne.

Kryzys pośredników finansowych na rynkach zachodnich wpłynie na gospodarkę realną (fabryki i firmy usługowe) tamtych krajów.  Ale spowolnienie wzrostu tam spowolni również nasz eksport i zmniejszy inwestycje u nas co obniży nasz wzrost gospodarczy. Gdyby władzom amerykańskim nie udało się rozładować kryzysu w uporządkowany sposób nasze instytucje finansowe również będą zagrożone.

5. Czy mam się martwić o swoje konto w banku, biurze maklerskim, lub polisę ubezpieczniową?

Na razie nie ma takiego powodu. Ale obserwuj co się dzieje.  Działania amerykańskich władz są modelowe i na razie powstrzymują upadek tamtejszego systemu finansowego (duża ilość bankructw ograniczająca kredyt do gospodarki realnej na wiele miesięcy), co pozwala na uporządkowaną restrukturyzację.

Jeżeli jednak panika okazała się za silna, by działania rządu ją powstrzymały to światowy system finansowy przez wiele miesięcy przestanie fnansować gospodarkę realną.

Jednak na razie nie musisz się bać. Ale możesz wykazać się elementarną ostrożnością. Na przykład, jeżeli masz dużo gotówki – rozprowadź ją po kontach w kilku bankach. W Polsce rząd gwarantuje depozyty do równowartości 1000 Euro w 100%. Powyżej tej kwoty do równowartości 22.500 Euro rząd gwarantuje depozyty w 90%. Gwarancja ta przysługuje na jedną osobę w jednym banku, więc nadwyżki ponad 22.500 warto ulokować w innym banku.

Raczej też nie brał bym teraz nowych kredytów. Jeżeli nie masz wcale oszczędności to postaraj się trochę odłożyć -- na większe wydatki, na wypadek gdybyś stracił pracę, oraz na emeryturę.

Słyszę ostatnio trochę polotek. Jeden z mniejszych banków w Polsce miewa chwilowe kłopoty z utrzymaniem płynności (zapewnienie gotówki na realizację bieżących zobowiązań). Polskie banki narażone są na straty w wysokośc 400-500 mln złotych w związku z upadkiem Lehman Brothers. Oraz „polski Warenn Buffet” i dwóch dużych oligarchów mają  kłopoty z płynnością. W sumie nic strasznego, ale słuchaj uważnie co w mediach i co mówią ludzie. Nie wierz od razu we wszystko, ale pamiętaj również, że nieprawdzie pogłoski mogą mieć prawdziwe konsekwencje.

19 września 2008

Państwo Polskie Moim Wrogiem - 7

Idę sobie dziś rano do pracy Powiślem, by zapracować na siebie i moje państwo i co widzę? Przed "Krajowym Centrum Szkolenia Kadr Sądów Powszechnych i Prokuratury" przy ulicy Bednarskiej 7 robotnicy zrywają betonowe całkiem dobre płyty chodnikowe i zastępują je kamiennymi. A jakże, urząd ważny musi być. A bez kamiennych płyt chodnikowych nie ma powagi.

Można, by co prawda doposażyć nasze sądy, bo proste sprawy wloką się w nich latami. Ale gdzie tam. Kamienne płyty muszą przed urzędem być i basta. Nie będzie noga Pana prokuratora Andrzej Leciaka, który dyrektoruje KCSKSPiP stąpała po przaśnym betonie.

Fajnie jest. Dobra, zabieram się do pracy, by wypracować podatki na  kolejne metry kwadratowe granitu. Na ra.

18 września 2008

Co się dzieje na rynkach finansowych?

1. Spadek notowań na giełdach, oraz spadek cen nieruchomości to tylko symptom problemu.  Prawdziwym źródłem problemu jest upadek zaufanie do sektora finansowego. 

Dziś nie wiemy, gdzie w sektorze finansowym ulokowały się straty na inwestycjach w amerykańskie nieruchomości o podwyższonym ryzyku. Brak tej wiedzy powoduje niechęć instytucji finansowych do pożyczania sobie pieniędzy co ogranicza podaż pieniądza na rynku, oraz stwarza ryzyko upadku wielu znajdujących się w dobrej kondycji instytucji finansowych.

We współczesnym świecie większość przepływów finansowych dokonuje się pomiędzy instytucjami nie podlegającym rygorystycznym regulacjom bezpiecznościowym, oraz których aktywa i pasywa nie są znane światu zewnętrznemu. Właśnie te instytucje są szczególnie zagrożone upadłością. Upadek tych instytucji może pociągnąć upadek kolejnych instytucji finansowych, czy to bezpośrednio poprzez utratę pieniędzy, czy też poprzez dalsze obniżenie zaufania do sektora finansowego.

Upadek zbyt dużej ilości instytucji finansowych, lub zbyt dużych instytucji finansowych ograniczy finansowanie osób i firm do tego stopnia, że spowoduje bardzo poważną recesję. Nawet nieznaczne zmieniejszenie finansowania osób i firm spowodowane obniżonym poziomem zaufania do instytucji finansowych doprowadzić może do recesji.

2. Takiego kryzysu z jakim teraz mamy doczynienia nie było od lat 1929-31.

Wszystkie poprzednie recesje amerykańskie w ostatnoich 80 latach były wywołane podwyższeniem stóp przez Federal Reserve Bank, by zmniejszyć inflację. Wzrost stóp po których Fed pożyczał pieniądze bankom powodował wzrost cen pieniądza dla przedsiębiorstw i ludności, oraz doprowadzało do upadłościu wielu słabszych przedsiębiorstw.

Obecne recesja jest spowodowana ograniczeniem finansowania gospodarki amerykańskiej. Tym razem jest to tym badziej poważne, że gospodarka amerykańska (podobnie jak Polska) od 30 lat konsumuje więcej niż wytwarza (żyje na kredyt).

Na razie upadają (na razie) tylko instytucje finansowe, które tracą zaufanie innych instytucji finansowych. Zaufanie jest kluczowe dla istnienia instytucji finansowych ponieważ zazwyczaj instytucje finansowe pożyczają klientom na długie okresy (kredyty na domy, kredyty inwestycyjne dla firm), a same finansują się krótkoterminowo. W ten sposób spełniają bardzo pożyteczną rolę, ale zawsze są narażone na to, że nie znajdą krótkoterminowego finansowania na kolejny okres, by pokryć długoterminowe finansowanie, które same udzieły.

Nie upadła jeszcze żadna instytucja spowodu paniki wśród zwykłych ludzi.

3. Obecny kryzys jest bardzo niebezpieczny ponieważ może bardzo szybko się rozprzestrzenić na kolejne instytucje finansowe, oraz gospodarkę realną.

Przy braku pełnych informacji o stanie instytucji finansowych wystarczy tylko podejrzenie, że utraciły one płynność (nie ma gotówki na realizowanie bieżących zobowiązań), by doprowadzić do ich upadłości.

W takiej sytuacji jest racjonalnym, by każda osoba lub firma na podstawie najlżejszego podejrzenia przesuwała swoje pieniądze z podejrzanej do bezpiecznej instytucji. Jednak to co jest racjonalne w skali indywidualnej, gdy przyjmuje skalę zachowań powszechnych staje się nieracjonalne. Jeżeli ja podejrzewając możliwość kryzysu wyjmę swoje pieniądze z banku i schowam do materaca zachowuję się racjonalnie. Jednak, gdy my wszyscy postąpimy podobnie doprowadzimy do upadku całego systemu finansowego.

Nie jest to teoria. Bank inwestycyjny Bear Stearns, był wypłacalny (to co miał równało się temu co był winieny), ale ponieważ utracił płynność (nie był w stanie regulować bieżących rachunków), gdyż inne instytucje przestały mu ufać i odmówiły dalszego finansowania to zbankrutował. Ubezpieczyciel AIG również prawdopodobnie był wypłacalny.

Dopóki nie powróci zaufanie do instytucji finansowych żadna nie jest bezpieczna.

16 września 2008

I będzie jeszcze gorzej!

Odporny jestem. Ale jednak dopiekło mi kilkanaście maili i smsow otrzymanych w ostatnich tygodniach, z których wynikało, że uprawiam narodową ułomność zwaną marudztwem. Mam takie wrażenie, że moi znajomi i reszta Polaków chce koniecznie wreszcie nacieszyć się rzeczywistością. Poimitować naszych zachodnich odpowiedników. Pobawić się w wyrafinowaną konsumpcję, która potwierdzi naszą przynależność do cywilizowanych narodów świata.

Chcemy się tak bawić. I bardzo, ale to bardzo niedopuszczamy do siebie myśli, że jest to konsumpcja na kredyt – bardzo dosłowny kredyt, bo my Polacy od lat 70-ych konsumujemy więcej niż wytwarzamy. Ja niestety nie potrafię wczuć się w ten klimat  samozadowolenia.  

Po pierwsze obawiam się o swoją przyszłość, gdy widzę jak indywidualny wysiłek Polaków zderza się ze wspólną niemocą.  Ja i ty indywidualnie możemy zrobić sporo. Ale ten wspólny wysiłek jest umniejszany przez chroniczną i systemową niewydolność naszego państwa. Weźmy taki prostry przykład jak drogi. Nawet w te kilkaset osób, które czytają tego bloga autostrad w Polsce nie zbudujemy. Przyznam, że gdy widzę drogi na Litwie, w Czechach, Słowacji, Ukrainie i Niemczech to szlag mnie trafia. Budowa dróg to taka prosta rzecz. Wytycza się ścieżkę, leje beton i asfalt, a potem puszcza samochody. Ale moje państwo nie potrafi od 20 lat zrobić tak prostej rzeczy. Jest skrajnie niewydolne. I wcale nie domagam się sieci drogich autostrad. Tych wcale nie potrzebujemy. Na obecnym etapie rozwoju wystarczyłaby pomiędzy dużymi miastami trochę lepsze gierkówka – dwa pasy ruchy i skrzyżpowania bezkolizyjne w bardziej ruchliwych miejscach. Tylko na wylotach z dużych miast i  w obrębie kilku aglomeracji przydałyby się krótkie odcinki o jakości autostrad. Niestety od 20 lat fundujemy sobie za drogie jak na naszą kieszeń autorstrady. To znaczy najpierw nic nie robimy. Potem koncesje na budowę bardzo drogich autostrad rozdajemy firmom o podejrzanej prowiniencji. Tak, ty i ja rozdajemy – bo państwo w naszym imieniu, to też ty i ja. A potem przez wiele lat jeszcze się przepychamy z tymi firmami strasząc je odbiorem koncesji. Mógłbym pisać dalej i więcej. Ale chodzi o sposób, smak i podejście. Budowa dróg, która nam nie wychodzi jest prosta. Natomiast stworzenie prawa gospodarczego, które wypośrodkuje sprzeczne interesy obywateli, tak by umożliwić nam szybki rozwój to dopiero wyzwanie...

Po drugie, dzień w dzień widzę niesamowity rozjazd pomiędzy moimi oczekiwanami, a działaniami miłościwie nam administrujących polityków.  Ja potrzebuję, by rządzący wprowadzili tysiące drobnych usprawnień w naszym wspólnym życiu, które sumują się do nowoczesnego państwa. Nie potrzebuję od nich wielkich haseł i słów.  Gdy czytam w weekendowej „Gazecie Wybiórczej”, że kobieta, która we własnym domu urodziła dziecko musi błąkać się od szpitala do szpitala, bo państwo nie ma procedur(!) dla rejestracji dziecka urodzonego poza szpitalem to czuje się jak u Kafki. Nie mam nadmiernych oczekiwań. Wiem, że wszystkiego nie zrobimy od razu. Czasami, wystarczyłoby mi żeby wybrani na wyeksponowane stanowiska przestali marnować twoje i moje pieniądze.  Gdy rzecznik prezesa NBP oświadcza mi, że prezes NBP to ważna persona i dlatego musi jeździć limuzyną za 250 tys. złotych to mam ochotę uderzyć tego Pana i kazać mu kupić limuzynę za swoje a nie za twoje i moje.

Po trzecie i najważniejsze gospodarka.  Po 20 latach słowa reforma i gospodarka powodują u nas odruch niechęci. Ale niestety proste rezerwy typu prywatyzacja najbardziej wartościowych firm i obniżenie inflacji zostały już wykorzystane. Z tych bardziej skomplikowanych źródeł wzrostu takich jak twórcza siła umysłów, ciężka praca oraz sprawne i uczciwe zarządzanie dobrem wspólnym Polacy nie potrafią korzystać. Nie dlatego, że są głupi tylko dlatego, że nie mamy warunków dla tworzenia postępu technicznego i organizacyjnego. Nasze uczelnie symulują rozwój wiedzy. Polacy potrafią też cięzko pracować. Przynjajmniej ci, którzy pracują. Ale w swej masie jesteśmy najbardziej leniwym narodem Europy. Najmniejsza pośród europejskich narodów część zdolnych do pracy, pracę tą wykonuje. I nie jest to lenistwo genetyczne, tylko takie stworzyliśmy Polakom zachęty. Tak ty i ja – bo państwo działające w naszym imieniu to ty i ja. Starszym opłaca się uciekać na emerytury na koszt młodyszych podatników. Młodszym podatnikom fundujemy opodatkowanie pracy na poziomie opodatkowania towarów akcyzowych, więc może im się bardziej opłacać olać ojczyzną i wyjechać do pracy za granicę. Przeciętny Polak mieszkający sam i zarabiający przeciętną pensję płaci 44% podatku, Brytyjczyk 33%, a Irlandczyk 24%.

Niestety dobra międzynarodowa koniunktura się własnie kończy. Recesja, która pięknie rozwija się  w Stanach jest zupełnie inna od tych recesji, które mieliśmy tam w ostatnich kilkudziesięciu latach. Te wcześniejsze podowował Bank Rezerwy Federalnej podnosząc stopyu procentowe w obliczu wyższej inflacji. Ta obecna wynika z braku zaufania do instytucji finansowych. A to znacznie poważniejsza sprawa...

Jest dobrze!

Żołnierzu powiedzcie jednym słowem jak sytuacja na froncie. Dobrze! A dwoma słowami? Nie dobrze!

Jak fajnie jest, że nie muszę się obawiać o moją przyszłość w tym kraju! Nawet jeżeli indywidualnie jestem leniem, to nasz wspólny wysiłek i sprawnie zorganizowane państwo wyciągną mnie za uszy. Jak fajnie jest, że nie oplata mnie sieć durnych nikomu niepotrzebnych przepisów. Jak fajnie jest, że autostradami i drogami ekspresowymi mogę szybko, ekonomicznie i bezpiecznie dojechać w każdy zakątek kraju. A towary i usługi sprawnie docierają do odbiorców, dzięki czemu nasza gospodarka prężnie się rozwija. Dziękuje prezydentowi miasta Warszawy Kaczyńskiemu za Most Północny w Warszawie. Dziękuje Platformie, że już niedługo dotrzyma swych obietnic budowy autostrad. Dziękuje Hannie Gronkiewicz Waltz, za Most Północny, za Most Krasińskiego. Jak fajnie jest, że gdy moja partnerka urodzi dziecko w domu zamiast w państwowym szpitalu to państwo nie tworzy przeszkód w jego zalegalizowaniu.

Jak fajnie jest, że miłościwe administrujący nam politycy i ja mamy takie same zapatrywanie na wspólne sprawy. Jeśli mamy w budżecie 2 miliony złotych to oczywiście wydamy je na leczenie weterenów z Iraku i Afganistanu, a nie na durne defilady w Warszawie podczas napuszonych i naburmuszonych święt narodowych. Jak fajnie jest, że w związku ze starzeniem się społeczeństwa poczyniono rezerwy na emerytury i leczenie naszych dziadków i rodziców. Jak fajnie, jest że ta Pani co kiedyś zarządzała ZUS lekcje języka angielskiego kupoiwała za własne a nie za nasze pieniądze. Dzięki o wam Ci którzyście wdrapali się na eksponowane stanowiska!

Jak zajebiście fajnie jest, że nasza gospodarka ma jeszcze kupę prostych rezerw rozwoju, a na świecie panuje niesamowita koniunktura. Wcale nie trzeba dobrze gospodarzyć Polską i nie trzeba przejmować się naprawą polskich szkół i uczelni. Ale nawet jeśli dziś nie trzeba to nasi przewidujący politycy w czasie dobrobytu spłacili długi publiczne i zrobili rezerwy na chude lata.

7 września 2008

Jestem i będę niesympatyczny

Słyszę ostatnio coraz częściej, że jestem na blogu niesympatyczny, że narzekam, marudzę i się czepiam. Może. A nawet owszem tak! Marudzę i będę dalej marudził, bo jestem małosilny, by zmienić te elementy naszej rzeczywistości, które utrudniają Polakom osiągnięcie należnego nam miejsca na drabinie rozwoju cywilizacyjnego. Znam Polaków. Widzę indywidualny wysiłek, który wkładany w polepszenie naszej egzystencji. Naprawdę ciężko pracujemy. Ale widzę też, jak to co wspólne ogranicza nas w osiągnieciu wyższego dobrostanu. Swoje frustracje związane z tymi obserwacjami wystukuje na klawiaturze. Lepsze to niż picie, bo czasami ktoś coś odpowie lub dopowie.  W ten sposób uczę się i rozwijam. A może nawet tę indywidualną niemoc przekuwam na wspólną moc. Pożyjemy, zobaczymy.

Po za tym gdybym miał się z czego cieszyć i chwalić to bym to robił. Ale gdzieś tak od 13 lat, czyli od  zwycięstwa SLD a potem Kwacha, chęć ulepszenia tego co wspólne zamarła w Polsce. Każdy z nas – no może trochę przesadziłem – ale na pewno większość z nas wkłada indywidualnie wielki wysiłek w poprawę swego dobrostanu. Symptomem tego są nasze wysiłki mieszkaniowe. Jak Polska długa i szeroka ludzie remontują i upiększają swoje mieszkania, odkładają na mieszkanie, czekają na lub własnie kupili mieszkanie. Ale ten indywidualny wysiłek nie wystarczy. Zderzy się niedługo ze wspólną niemocą.  I nie jest to wina jakiś polityków, urzędników, układów. Lecz jest to wina nas Polaków. W tym ciebie i mnie. Polacy, czyli ty i ja, budzą się ze zwykłej sobie apatii wtedy, gdy jest już za późno.  

A już jest zapóźno, by na przykład naprawić polskę energetykę. To wyłączenie prądu, które dotknęło kilka tygodni temu południową Warszawę, oraz brak prądu w Szczecinie kilknaście tygodni temu to zwiastun nadchodzących kłopotów z prądem. Za jakieś trzy lata wyłączenia prądu staną się regułą. Wiadomo było o tym od kilkunastu lat. Polskę elektryfikowano w latach 60-ych i 70-ych. Od tamtego czasu niewiele zrobiono. Przepracowane kotły w elektrowniach i całe bloki energetyczne niedługo trzeba będzie wymieniać. Ale na razie nikt nie złożył na nie zamówień. Taki kocioł do elektrowni buduje się do dwóch lat... .  Ja już do domu kupiłem sobie jeden mały generator prądu. A w przyszłym roku kupię taki spory dislowski na którym cały dom będzie mógł chodzić przez kilka dni. Jeśli macie dom radzę wam zrobić to samo. Bo tak mniej więcej w okolicach Euro 2012 w Polsce zacznie brakować mocy wytwórczych prądu, oraz spolegliwych linii energetycznych.

Enregetyka to nie jedyne zapóźnienie rozwoje wychodowane na nasze życzenie. Jest już za późno na małobolesne rozwiązanie wielu innych problemów. Chociażby takich jak sfinansowanie kosztu emerytur i leczenia starzejącego się społeczeństwa, oraz na małobolesną naprawę polskich uniwersytetów i szkół. Za 5-10 lat trzeba będzie podnosić podatki, by sfinansować emerytury i leczenie, drastycznie obcinać zakres usług medycznych obiecanych przez państwo, oraz poziom emerytur wypłacanych w przyszłości. I nie winmy sympatycznych głuptasów typu Cymański, Komorowski, Chlebowski. Nasi wiodący politycy są tacy mili, sympatyczni i pozbawieni rządzy naprawy naszej rzeczywistości, bo miły i nierozgarnięty polityk, który nic od nas nie wymaga jest towarem, który dobrze się sprzedaje. By stać się tak miłym i sympatycznym Donek zanim został premierem przeszedł niezłe pranie osobowości przy pomocy nawybitniejszych polskich psychologów. PISuary teraz też kombinują jak zrobić, żeby Kaczor dał się lubić. Na razie kombinują przy wizerunku medialnym.  Nie tędy droga.  Z  trudem kreowanego wizerunku zawsze wyjdzie Kaczor. Szkoda czasu. Najpierw zabierzcie Kaczora do psychologów niech mu ustawią osobowość. Potem róbcie wizerunek.

Tylko taki narwaniec jak Rokita, który miał ambicję coś zmienić nie zajmował się takimi pierdołami jak wizerunek i ustawianie osobowości. Czym się to skończyło wiemy. Odstawiony został na boczny tor. Zamiast niego mamy premiera, którego głównym zadaniem jest uroczyste otwieranie kolejnych boisk piłkarskich. Stało się tak, nie tylko dlatego, że Rokita nie potrafił tworzyć własnej ferajny do zdobycia władzy, i że bardziej zależało mu na tym by być najmądrzejszym, niż najsympatyczniejszym. Ale również dlatego, że panuje wśród nas ogromna niechęć do naprawy tego co wspólne. Rokita zrozumiał swój błąd jakieś trzy lata temu. Tuż przed wyborami po których przestał być kandydatem na premiera usłyszałem od niego, że do zdobycia władzy i sprawowania władzy potrzebni są różni ludzie. Natomiast Polacy jeszcze nie zrozumieli swojego błędu. Potrafimy się zjednoczyć emocjonalnie przeciw rozpasaniu ekipy Millera i Kwacha, oraz przeciwko wybuchowi kaczystowskich złości, zawiści i urawniłowki. Ale nie potrafimy zjednoczyć się za czymś. Ten blog nie jest pierwszym miejscem z którego słyszałeś o tym, że jest za późno na naprawę polskiej energetyki. Gazety i inne media nadają o tym od kilku lat. Ale olałeś ten komunikat. Niedługo będziesz nad nim myślał przy świeczkach.

Z życzeniami sympatycznego niedzielnego wieczoru.

2 września 2008

Państwo polskie moim wrogiem - 6

W lutym byłem w zakładzie energetycznym. Kupiłem sobie dom i chciałem przepisać licznik z poprzednich właścicieli na mnie. Wiecie, robię się starszy i bardziej grzeczny, więc wolę żeby był porządek w papierach. Jak to w zakładzie energetycznym odstałem swoje w kolejkach. Przyjechałem też dwa razy, bo za jednym razem nie jest możliwym załatwić przepisanie  licznika. Wypełniłem też masę papieru. Na koniec miła pani w zakładzie energetycznym zapewniła mnie, że nową umowę otrzymam po miesiącu. Nawet jej uwierzyłem, bo była taka miła i przekonująca.

Dziś mamy wrzesień. Od wizyty w zakładzie energetycznym upłynęło sześć miesięcy. Umowy jak nie było tak nie ma. Za to od zakładu energetycznego właśnie dostałem przypomnienie w/s niezapłaconej faktury. Znowu ktoś powie, że jestem na blogu niesympatyczny: wkurwiłem się! Podpisując umowę uregulowałem wszystkie należności. Żadnej faktury od tamtego czasu nie dostałem. A teraz mam pismo przypominające o niezapłaconej fakturze z adnotacją, że „za każdy dzień zwłoki naliczane są odsetki”.

Mogę teraz marnować czas i udowadniać, że faktury nie było. Że urząd, sorry zakład energetyczny nie może naliczać mi odsetek, itp, itd. Niestety każdy Polak wie, że szkoda czasu i energii. Po raz kolejny państwo polskie mnie dyma i ma w nosie. A ja jestem bezsilny. Żadne odsetki od niezapłaconej faktury, tej państwowej firmie nie należą się. Ale nie mam siły walczyć z wszystkimi absurdami tego państwa. Niby powinnem być obywatelski wytykać absurdy tego państwa, nawet jeśli nic poza ich nagłośnieniem nie uzyskam, w nadziei, że  razem z innymi obywatelami coś z tym  absurdem jednak zrobię. Ale dziś akurat mam to w dupie. Poddaję się. Potulnie zapłacę na podstawie przypomnienia za fakturę, której nigdy nie widziałem. A potem, gdy naliczą mi odsetki też grzecznie zapłacę, bo tak jest rozsądniej.

Ale coś się we mnie gotuje. Jeszcze nie wiem co, ale coś zrobię...

10 sierpnia 2008

Pięc lekcji z Gruzji


Z wydarzeń w Gruzji możemy i powinniśmy wyciągnąć lekcje dla nas.

Lekcja pierwsza: Z Rosją konfrontować mależy się tylko wtedy, kiedy mamy jasny długofalowy plan konfrontacji i środki do jego zrealizowania. Wszystko jedno jak dolegliwe będą w przyszłości ewentualne rosyjskie prowokacje wobec Polski to nie możemy się dać sprowokować jeśli nie jesteśmy gotowi na dalszą eskalację. Gruzja miała prosty pomysł. Szybka interwencja wojskowa, by położyć kres prowokacjom Osetyjskim sponsorowanym przez Rosję. A potem świat każe obydwu stronom zaprzestać działań wojennych. Gruzini planowali, że zostaną z Osetią południową, a Rosjanie jak niepyszni zostaną powstrzymani przez wspólnotę międzynarodową. Ta łatwa interwencja nie udała się. Dziś rosyjskie czołgi i samoloty nie tylko odbiją Osetię południową, ale zrujnują strategiczną infrastrukturę gruźińską i zduszą odbijającą się od dna gospodarkę gruzińską. W Abchazji drugiej separatystycznej republice Gruzji wszczęto walki mające wypchnąć Gruziniów jeszcze dalej. Wojska rosyjskie kazały Gruzinom wycofać się z terenów wokół Abchazji. Rozbiór Gruzji stanie się coraz bardziej prawdopodobny. Coś wam to przypomina...?

Lekcja druga: Umiesz liczyć, licz na siebie. Gruzja sądziła, że ponieważ jest jedynym nierosyjskim terenem przez który do Europy można ściągnąć nierosyjską ropę i gaz to wspólnota międzynarodowa obroni Gruzję przez rosyjskim odwetem.  Jednak cwani Rosjani podkreślają, że nie mają intencji podbijać Gruzji, lecz co najwyżej sugerują, że okroją Gruzją z kilku terytoriów. Europa ciągle będzie miała jakieś nierosyjskie terytorium przez, które będzie mogła kiedyś (jeśli zechce) pobudować gazo i ropociągi.

Wspólnota międzynarodowa nie pomoże Polsce jeżeli istotne interesy innych krajów nie będą zagrożone. Utarta częsci terytorium przez Gruzję nie szkodzi wspólnocie międzynarodowej. Zniszczenie gruźinskiej infastruktury gospodarczej oraz pokonanie jej armii, może co najwyżej osłabić wewnętrzne poparcie dla prezydenta Gruzji. Europę i resztę świata mało to obchodzi. Niektórzy ja na przykład Niemcy będą się wręcz z tego cieszyć – niektórzy jak zastępca niemieckiego MSZ uczynią to publicznie.

Nie liczmy też na wdzięczność za polskie zasługi. Jedyna wdzięczność, której możemy oczekiwać, to wdzięczność ze usługi jeszcze niewyświadczone. Gdy inne państwa wycofywały swej wojska z Iraku to Gruzini przysłali do Iraku więcej wojsk. Jeszcze w tym tygodniu mieli trzeci największy po Amerykanach i Brytyjczykach kontygent wojsk w Iraku. Sądzili, że to coś im da. Amerykanie przez piątek i sobotę nawet nie zauważali załamania się gruźińskiej ofensywy. Gruzini wołali, że wycofają z Iraku połowę żołnierzy. Mieli nadzieję, że Stany jakąś zareagują by powstrzymać Rosyjski odwet na Gruzji. Zero reakcji. Potem postanowili, że wycofają wszystkich żołnierzy.

Lekcja trzecia: nie ma zasad, są interesy. Współczesny porządek międzynarodowy jest oparty o dwie sprzeczne z sobą zasady: prawa narodów do samostanowienia i nienaruszalności granic. Dopóty jest jasne kto stanowi, które narody mają prawo do samostanowienia, a które granice są nienaruszalne jest spokój.

Gdy jednak równowaga sił zostaje zachwiana status quo oparte oparte o zgodę silnych i pozorne zasady zostaje również naruszone. My Polacy nie jesteśmy tu wyjątkiem. Nasze państwo twierdzi, że Kosowo ma prawo do ogłoszenia niedpodległości od Serbii, ale tego samego prawa odmawiamy Abchazom i Osetyńcom, którzy chcą odłączyć się od Gruzji.

Nie liczmy, że nasze interesy zostaną ochronione przez jakieś zasady. Zawsze budujmy własną siłę i koalicje zainteresowane wspieraniem nas w konkretnych sprawach. Zasady to parawan za którym powinniśmy chować nasze brudne sprawki, oraz szczytne hasło to  propagowania naszych interesów.

Lekcja czwarta: Nie ma jednej Rosji. Przestańmy mówić Rosja to, Rosja tamto. W Rosji jest wiele ścierających się grup interesów. Dopóki będziemy Rosję uważać, za wiecznego wroga dopóty nie będziemy rozumieć dynamiki władzy w Rosji.

Rosja ma swoje interesy, które bywają sprzeczne z naszymi. Ale Rosjanie nie są naszymi wrogami. Największym wrogiem Rosjan są oni sami. Ich gospodarka napędzana petrodolarami, generuje oligopole władzy, które wzajemnie się przepychają i odstawiły zwykłych Rosjan od realnego wpływu na władzę. Ale ta sama gospodarka nie potrafi stworzyć podstaw postępu technologicznego i organizacyjnego, które są motorem rozwoju gospodarczego. Nawet w przemysłach wydobycia surowców, które są podstawą obecnego wzrostu rosyjskiej gospodarki Rosjanie najnowsze technologie muszą importować.  Ich społeczeństwo nie ma siły przyciągania. Młodzi rosyjscy profesjonaliści, którzy cieszą się świetną pozycją, wysokimi zarobkami i garściami korzystają z dzisiejszego wzrostu gospodarczego (Moskwa jest obecnie o wiele fajniejsza niż Warszawa), wiedzą jak kruche są ich społeczeństwo i gospodarka. Stan zdrowia Rosjan, oraz ich oczekiwany okres życia stawiają Rosję na równi z państwami trzeciego świata. Rosjanie nie dbają o to co mają najcenniejszego, nie dbają o Rosjan.

Rosja sama będzie sobie tworzyć wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Gdyby Rosja potrafiła spowodować, że Czeczeni i Gruzini zechcieliby zostać lojalnymi obywatelami rosyjskimi to wtedy rzeczywiście musielibyśmy się bać Rosji (lub zostać Rosjanami). Na szczęście państwo i społeczeństwo Rosyjskie, tworzy stereotyp słowiańskiego blond Rosjanina. A ten słowiański blond Rosjanin, gdy już zgnoi śniadych i ciemnowłosych przyjezdnych jest przez swoje państwo pomiatany. Może to się kiedyś skończyć jakimś nieprzyjemnym paroksyzmem, ale w sumie w długim okresie znacznie osłabia Rosję.

Z Rosją należy rozmawiać. Nie żadną, która nam przypada do gustu, ale z tą, która jest. Bo żadnej innej nie będzie. Z Rosją należy szukać pozytywów. A wbrew pozorem jest wiele pozytów. Nawet szowiniści wśród Rosjan docenią, że granica z Polską jest jedynym kawałkiem ich bardzo długiej granicy, o którą nie ma sporów.

Lekcja piata: Przyjacielska twarz do wszystkich, rozmowa ze wszystkimi, zmniejszać swoje słabości, i zwiększać siłę.

Publiczne manifestacje wrogości typu, udostępnienie przez prezydenta Kaczyńskiego swej strony internetowej władzom gruzińskim sytuacji Gruzji nie zmieni, a nam przysporzy wrogów w Rosji. Pomimo hakerskich ataków na gruzińskie serwery, wiele stron gruźinskich jest nadal dostępnych (polecam www.civil.ge). Rosjanie na pewno odnotują, że w czasie kiedy giną ich żołnierze, nasz prezydent udostępnia swoją stroną internetową naczlenmu dowódcy wojsk strzelających do Rosjan. Gruzji w ten sposób nie pomożemy, sobie zaszkodzimy. Po co?

Bewzględnie powinniśmy określić swoje interesy i w możliwe niekonfrontacyjny sposób ich bronić. Nasza główna słabość wobec Rosji to energia. Zamiast krzyczeć na Rosjan powinnśmy się sami zabrać do roboty u nas w kraju. Powinniśmy jak najszybciej wybudować elektrownie atomowe, podłączyć się rurociągiem do zachodnich systemów gazociągów, odbudować nasze starzejące się elektownie konwencjonalne, oraz zwiększyć efektywność energetyczną gospodaraki w sposób stopniowy i przewidywalny co roku zwiększając cenę energii poprzez podatek od węgla, ropy i gazu wprowadzanych do obrotu na terytorium Polski. Gdy będziemy mniej uzależnieni od rosyjskich surowców energetycznych będziemy silniejsi.

Najważniejsze działanie ofensywne jakie możemy podjąć to, by zwykli Ukraincy, Białorusini i Rosjanie lubili i podziwali Polskę. Jest naszym strategicznym interesm, by doprowadzić do sytuacji w której marzeniem przeciętnego Rosjanina będzie móc mieszkać i pracować w Polsce. Po pierwsze więc rozwijajmy naszą Polskę, niech będzie fajnym ,dynamicznym i sprawiedliwym krajem. To zadanie na wiele lat. Natomiast na dziś należy zmienić sposób w który nasi pogranicznicy i policjanci traktują Ukrainców, Białorusinów i Rosjan na naszej granicy oraz w kraju. Na porządku dziennym jest traktowania naszych wschodnich sąsiadów w Polsce jak bydło, oraz łatwą okazję do poczucia się lepszym przez byle gówniarza w mundurze. Polski pogranicznik wołający Rosjanina do odprawy paszportowej mówi „Ty! Chodź tu.”.  Jeżeli jeździsz po Polsce samochodem z blachami z za wschodniej granicy to kilka razy dziennie będziesz zatrzymywany przez policję – nbiedawno mi w takim samochodzie w Warszawie w ciągu dwóch godzin zdarzyło się być trzykrotnie zatrzymanym „do kontroli dokumentów” – a wiem od znajomych, że to nie była sytuacja jednostkowa. Co to kurwa jest?! Sezon polowań na Ruskich? Takie zachowania należy stanowczo i szybko wyplenić. Każdy gość za wschodniej granicy, który uzna, że państwo polskiej traktuje go lepiej niż jego własne to kawałek władzy mniej dla Putina i jego kolesiów.

p.s. Rosjanie naprawdę są swoimi najgorszymi wrogami. Gdyby dziś rano zatrzymali swoje wojska to świat, by uznał Rosjan za rozsądnych i jeszcze im był gotów podziękować, a Gruzinów uznać za nieodpowiedzialnych narwańców. Sami Gruzini, by się ucieszyli, że się im upiekło i zajęli by się wewnętrznymi rozliczeniami. Ale Rosjanie nadal prowadzą i podsycają działania wojenne na terenie Gruzji. Sami sobie szkodzą. Tworzą wizerunek drapieżnego i groźnego państwa. I nie pozostawiają Gruzinom innej możliwości jak skonsolidować się wokół władz gruźińskich. Tych władz, które przez gruźińska opozycję jeszcze kilkanaście tygodni były nazywane tyranami i mordercami.

Jest nawet pewna szansa, że Rosjanie wyjdą poza Południową Osetię i Abchazję zaczną prowadzić działania wojskowe na rdzennie Gruźińskim terenie. Jeśli popełnią ten błąd to skonsolidują Gruzinów wokół prezydenta, oraz wplątają się w konflikt którego nie będą w stanie wygrać.

Gruzja

Europa jest uzależniona od rosyjskiego monopolu na dostawy gazu, oraz bardzo silnie uzależniona od rosyjskich dostaw ropy naftowej.  Jedynym wyłomem w tym monopolu jest Gruzja. Z Azerbejdżanu można poprzez Gruzję dostarczyć ropę i gaz do Europy.

Dziś Gruzja walczy o przeżycie. Szybka ofensywa dokonana przed weekendem przez elementy armii gruźinskiej na separatystyczną Osetię południową nie powiodła się. Na początku odzyskano kontrolę nad znaczną częścią terytorium Osetii południowej. Niestety Gruzja nie przejeła tunelu rockiego łączącego Rosję z Osetię południową. Ten tunel wykuty pod górami oddzielającymi Osetię południową od Rosji ma strategiczne znaczenie. Od piątkowego (08/08) wieczoru tym tunelem zmierzają do Osetii południowej rosyjskie czołgi i armaty. Gruźinska 18 tysięczna armia nie jest w stanie obronić się przed armią rosyjską dłużej niż kilkanaście dni. Nie ma czym odpowiedzieć na tabuny rosyjskich czołgów i armat, oraz rosyjskie naloty.

Od soboty (08/09) są kłopoty z łączniem się z serwerami z gruźińskiej domeny internetowej. A tym czasem dyplomacja rosyjska właśnie tworzy obraz Gruzji jako dykatury dokonującej czystek etnicznych. Nikt teraz nie będzie słyszał o ostrzale terytorium Gruzji z broni ciężkiej i lekkiej prowadzonym w ostatnich tygodniach z południowej Oseti. Każde normalne państwo by musiało coś w takiej sytuacji zrobić. Gruzini zaryzykowali. Nie udało się. Teraz prawdopodobnie przegrają i stracą szansę na wejście do NATO i UE. Władze niemieckie i francuskie są zadowolone, że ich opór przed włączniem Gruzji w struktury NATO i Europy zyskał kolejne argumenty będą teraz czekały na kolejne łapówki i posady w firmach kontrolowanych przez Rosję.

A co z tego wynika dla nas Polaków?

C.D.N.

5 sierpnia 2008

Państwo polskie moim wrogiem - 6

W Polsce musi być porządek. W Polsce państwo musi decydować o tym kto ma wyższe wykształcenie, a kto takiego wykształcenia nie ma. Dlatego mamy wiele przepisów o wykształceniu i wielu urzędników egzekwujących te przepisy.

Takie pchanie się państwa wszędzie nie jest mi potrzebne i nie pomaga nam ani trochę. Wręcz przeciwnie rodzi sporo kuriozalnyych sytuacji i poraz kolejny skłania mnie do łamania obowiązującego u nas prawa. Gdybym skończył studia w Mongolii, w Koreii Północnej, na Kubie, w Vietnamie, czy w którymś z europejskich państw byłego obozu socjalistycznego to zgodnie z do niedawna obowiązującą u nas konwencją praską miałbym wykształcenie wyższe.

Ja jednak uparłem się studiować ekonomię na Harvard Universty. Dlatego według polskiego prawa po czterech latach studiów w USA ukończonych dyplomem mam wykształcenie średnie. My tu mamy takie dziwne prawo, że na mocy konwencji praskiej z 1972 uznawano u nas z automatu wszystkie dyplomy uczelni z krajów socjalistycznych. Po przystąpieniu do Unii Europejskiej konwencję wypowiedziano*. Ale nasi urzędnicy potrzebowali jakiegoś nowego wielkiego brata, który pozwoli im zrozumieć ten wielki i niezrozumiały dla nich świat istniejący poza Polską. Więc dziś z automatu uznaje się wszystkie dyplomy uczelni państw Unii Europejskiej. 

Jeśli jednak studia skończyłeś w USA to nie masz zgodnie z polskim prawem wykształcenia wyższego. Ale nie przejmuj się. Ja sobie z tego nic nie robię. Żaden pracodawca nie kwestionował mojego wykształcenia. Muszę co prawda co jakiś czas wypełniać urzędowe ankiety, w których jest m.in. pytanie o wykształcenie. Również w prokuraturze też chyba mnie pytano o wykształcenie. Zawsze jednak odpowiadam, że mam wykształcenie wyższe. Robię to od 1995, gdy ukończyłem studia i jakoś nic mi się jeszcze za to nie stało. 

Jeśli państwo się upiera, by decydować o tym, kto ma, a kto nie ma, wyższego wykształcenia to niech będzie łaskawe uwzględnić pośród uczelni które spełniają jego kryteria Harvard. A dopóki tego nie zrobi będę wbrew prawu polskiemu twierdził, że mam wykształcenie wyższe.

* Pomimo wypowiedzenia konwencji wszystkie dyplomy z krajów objetcych konwencją z datą wystawienia z przed wypowiedzenia są nadal uznawane

3 sierpnia 2008

Trzy kłamstwa o powstaniu warszawskim

Pierwsze kłamstwo:  powstanie musiało wybuchnąć

Powstanie wybuchło ponieważ władze polskie na zachodzie, oraz władze państwa podziemnego w Polsce chciały przed przybyciem Sowietów zainstalować w stolicy niekomunistyczny rząd. Celem militarnym powstania było przepędzenie Niemców ze stolicy, celem politycznym powstania było postawienie Stalina przed rządem niepodległościowym w Warszawie. W razie sukcesu powstania Stalin mógł albo zaakceptować niekomunistyczny rząd, albo mógł go wcześniej czy pózniej, łagodniej lub brutalniej zlikwidować. Likwidacja prawowitego rządu polskiego miała niby postawić Stalina w złym świetle przed aliantami zachodnimi. Akurat, by to ich obchodziło.

Jak życie pokazało Stalin był cwańszy niż nasze władze, poczekał, kilka tygodni, aż powstanie się wykrwawi. Sam sobie nie ubrudził rączek usuwaniem przedstawicieli rządu londyńskiego. A przy okazji uniknął dzięki dzielnym powstańcom zdobywania miasta i gdy już mógł i miał w tym interes posłał czołgi dalej na zachód. 

Decyzje o powstani podjęły polskie władze najpierw te w Londynie, a potem te w Polsce. Chowanie się za narodem, który niby się tak rwał do walki, że powstanie i tak by wybuchło jest kłamstwem. Owszem przez Warszawę, która była ważną linią komunikacyjną III Rzeszy przez kilka tygodni przed powstaniem ciągnęły rozbite oddziały niemieckie, często bez butów i karabinów. Owszem Polacy mieli chęć odegrać się na Niemcach. Ja czasami mam taką ochotę do dziś dzień. Ale mówienie o narodzie co się tak rwał do walki, że nikt go nie mógł powstrzymać jest kłamstwem. Czy ten naród sam sobie wydał rozkaz do powstania? Gdzie byli dowódcy? W wojsku walczy się na rozkaz. Powstańcy do dziś twierdzą, że byli zdyscyplinowanym wojskiem a nie tłumem rozochoconych gówniarzy.

Drugie kłamstwo: mieliśmy szansę wygrać.

Powstanie militarnie było wymierzone w Niemców, a politycznie w Sowietów. Nawet gdybyśmy militarnie pokonali tych pierwszych, to co by zrobili Sowieci? No co? A gdyby Sowieci zaaresztowali rząd warszawski -- tak jak pozamykali Akowców w Wilnie i Lwowie -- a w miejsce zaaresztowanego rządu wstawili rząd lubelski to co, byśmy zrobili? Wywołali drugie powstanie? Na co liczyliśmy? Na aliantów? 

Alianci podzieli się ze Stalinem strefami wpływów, my trafiliśmy do strefy sowieckiej. Tanki sowieckie były bliźutko, amerykanie i anglicy ciągle przebijali się przez okupowaną Europę Zachodnią.

Nawet gdyby broni  było więcej. Nawet gdyby decyzji o wywołaniu powstania nie wydano na podstawie błędnego uznania kilku sowieckich czołgów z misją rozpoznania za całą armię sowiecką.  Nawet, gdyby dowódcy poczekali z rozkazem jeszcze kilka dni lub tygodni, aż sowieci byli by bliżej. To co by to wszystko zmieniło? Nic. 

I proszę nie mówić, że wtedy nie było wiadomo jaka jest sytuacja. Kto jak kto, ale Polacy dobrze znali i naturę i siłę sowieckiego reżimu. Znaliśmy też słowność zachodnich aliantów, którzy już raz nas wystawili do wiatru w 1939 i pomimo traktatów zostawili sam na sam z Hitlerem. Wystarczyło spojrzeć czyje dywizje są oddalone o kilkadziesiąt kilometrów, a czyje stoją we Francji. Władze polskie postanowiły wydać rozkaz do szlachetnego samobójstwa niepodległościowych elit. Rozkaz ten wykonano. Stalinowi ułatwiono sowietyzację Polski.

Trzecie kłamstwo:  bohaterom należy się szacunek.

Samo uczestnictwo w tragedii nie daje prawa do tytułu bohatera. Zwłaszcza jeżeli jest się współodpowiedzialnym za tę tragedię.  W Polsce mamy nadmiar głupich bohaterów i niedostatek skutecznych kunktatorów. 

Bohater to taki, który swym poświęceniem coś osiąga, w innym wypadku jest zwyczajnym szaleńcem. Powstańcy nic nie osiągneli, ani dla siebie, ani dla narodu polskiego. Zgineli bez żadnego pożytku. Żydzi z powstania w gettcie przynajmniej pokazali, że potrafią walczyć i nie idą na rzeź jak cielęta. A co osiągneli nasi powstańcy z Warszawy?  ...?

Owszem bili się dzielnie i nawet udało im się skapitulować jako armia, a nie jako bandyci. Nie widzę jednak powodu, by wykonawców niemądrej decyzji wynosić dziś na narodowe ołtarze, nawet jeżeli zostali oni mocno pokiereszowani wykonując niemądry rozkaz o powstaniu.

Uczmy się od Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, czy też Aleksandra Wielopolskiego, a o niemądrych szaleńcach typu Piotr Wysocki, lub powstańcy warszawcy mówmy tylko w kategoriach przestrogi.

p.s. Wcale nie potrzebujemy żadnego nowego filmu o powstaniu warszawskim. A przydałby się nam film o upadku ruch egzekucyjnego, lub o tym jak wywołaliśmy powstania kozackie... 

2 sierpnia 2008

Państwo polskie moim wrogiem – 5

W Polsce państwo uważa, że może mnie ganiać z papierami od urzędu do urzędu. Rok temu kupiłem dom. Państwo narzuciło mi obowiązek korzystania z notariusza przy zawarciu umowy kupna domu. Pani notariusz, skąd innąd całkiem fajna laska, spóźniła się trzy godziny! Ale gdy z przymusu państwa musze korzystać z jej usług, to muszę czekać. Gdy już wszystkie papiery podpisaliśmy, pani notariusz wysłała informacje o tym co kupiłem do Wydziału Ksiąg Wieczystych – jest tam rozmiar działki, rozmiar domu, namiary na działkę, itp. 

Jednak na początku roku z gminy, gdzi stoi mój dom dostałem kuriozalne pismo. Z tego pisma wynika, że gmina z Wydziału Ksiąg Wieczystych dowiedziała się, że kupiłem na jej terenie działkę z domem i wzywa mnie do złożenia informacji o tym jak duża jest to działka i jak duży jest to dom. Jak wszystkiego tego typu pisma od urzędów w Polsce zawiera groźby – jeśli im nie odpowiem to ustawa karno skarbowa, sratatatata, itp. Oczywiście olałem gminę. Minęło ponad pół roku dostałem dwa ponaglenia z gminy i na razie jakoś urząd skarbowy jeszcze mnie nie zamknął do więzienia.

Póki cieszę się wolnością mam proste pytanie: dlaczego to ja mam nosić papiery z jednego urzędu do drugiego? Jeśli urzędnicy potrzebuję tych papieów to niech je sobie sami przyniosą z innego urzędu. Jeżeli państwo już wie jak dużą działkę i dom kupiłem, bo wszystkie te informacje już są w Wydziale Ksiąg Wieczystych, to niech gmina z Wydziału Ksiąg Wieczystych dowie się nie tylko, że kupiłem tę działkę, ale jeszcze się dowie w tym samym miejscu ile jest tego domu oraz działki i naliczy mi podatek gruntowy, a nie wzywa mnie bym im dostarczył te informacje.

Nie jest to jednostkowy przypadek. Polskie urzędy regularnie każą nam robić ich robotę za nich - mamy nosić papiery od jednego urzędu do drugiego. Gdybym wymienił mój stary dowód osobisty (a nie wymieniłem go), to musiałbym z Urzędu Stanu Cywilnego przynieść do Urzędu Gminy skrócony odpis aktu urodzenia. Jeśli Urząd Gminy potrzebuje skrócony odpis aktu urodzenia to niech sam sobie pójdzie do Urzędu Stanu Cywilnego i przyniesie sobie.

31 lipca 2008

Państwo polskie moim wrogiem – 4

Pewnego dnia do wynajmowanego przez mnie mieszkania na nieogrodzonym wysoce chwalonym przez zwolenników otwartego miasta osiedlu Sady Żoliborskie ktoś mi się włamał. Straty byly drobne: dwa garnitury, troche perfum, kilka koszul, oraz kurtka narciarska. Natomiast poznanie funkcjonowania policji państwowej było bezcennym doświadczeniem. 

Włamanie zgłosiłem policji, bo uważałem, że tak czyni porządny obywatel. Przyjechali w miare szybko, w jakieś kilkanaście minut. Jednak zanim przekroczyli próg już powiedzieli, ze nikogo nie złapią. Potem dwie godziny(!) siedzieli i wypełniali jakieś durne formularze, marudząc przy tym, że długopisy do tego wypełniania sami kupują za własne pieniądze. Na uwagę, że w ogródku są ślady butów włamywaczy policjanci powiedzieli, że nie mają materiałów do zrobienia odlewów, więc się nimi nie zajmą i jeszcze coś dodali, że gdyby to było morderstwo to by cały sztab ludzi przyjechał zabezpieczaś ślady. Na widok silnika do motorówki, który leżał w przedpokoju policjanci coś wspominieli o fałszywych zgłoszeniach mających na celu wyłudzenie odszkodowania, niby nie do mnie, ale jednak do mnie.

Po kilku tygodniach dostałem postanowienie o umorzeniu postępowania. Postanowienie informowało, że mogę się od zawartej w nim decyzji  odwołać w terminie dwóch tygodni. Jednak by nic takiego nie przyszło mi do głowy data w postanowieniu wpisana przez policjantów, była o trzy tygodnie wcześniejsza od daty stempla pocztowego na kopercie w której przyszło postanowienie. 

Policja państwowa, która za moje pieniądze ma chronić mojego mienia w dupie miała szukanie włamywaczy i jasno mi to powiedziała. Nie zabezpieczyła podstawowych śladów (jeśli nie mieli wosku do robienia odlewów, to co im szkodziło zrobić zdjęcie z aparatu, który mieli przy sobie, lub chociażby zmierzyć ślady butów). Dziś już nie jestem zły, że sugerowali mi, że zadnego włamania nie było i mogłem sobie to sam wymyslić – może próbowali zobaczyć moją reakcję na taki zarzut – ale przyznam, że wtedy nieźle mnie zapienili.  To wszystko jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo gdybym sam pracował dla takiej instytucji jak nasza policja i miał takich szefów jak nasi policjanci to też, by mi się pewno nie chciało.  Ale robienie numerów z wpisywaniem wcześniejszej daty na odwołaniu, lub jego przetrzymywanie przed wysyłką, tak by mi uniemożliwić odowłanie się od decyzji o umorzeniu śledztwa to już niepotrzebne gówniarstwo. Nie wiem, czy bym się odwoływał, gdyby nie zrobili tego numeru. Ale wiem, że mam organizację, która tak postepuje za zbiorowisko drobnych gnojków. Co gorsza, wiem, na sobie i od moich znajomych, że antydatowanie kwitów w wyżej opisany sposób jest powszechnym procederem.

Kiedyś starałem się o pozwolenie na broń gazową. Odmowę dostałem z datą odwołania, która minęła wiele tygodni przed datą stempla pocztowego. Znajomi, którzy mieli doczynienia z policją mieli podobne sytuacje...

Następnej wiosny na parkingu przy moim bloku była plaga włamań do samochodów oraz ich kradzieży. Którejś nocy obudził mnie alarm mojego samochodu. Wyglądam przez okno, a tam dwóch łebków majstruje przy moim samochodzie. Nie wiele myśląc złapałem bagnet do kałasznikowa (mam drobną kolekcję bagnetów), pogoniłem i dogoniłem, i wykrzyczałem złodziejom, że jak ich tu jeszcze raz zobaczę to gardła im popodrzynam. Plaga włamań na przyblokowym parkingu skończyła się.

Spotkania ze złodziejami nie zgłosiłem policji, bowiem ratując swój samochód (tylko mienie) przekroczyłem granice obrony koniecznej oraz dokonałem groźby karalnej.  I wiecie co? Jestem z tego dumny. A przed włamywaczami chronię się sam i nie liczę na państwową policję.

C.D.N.

29 lipca 2008

Państwo polskie moim wrogiem – 3

Jak każdy Polak płci męskiej podlegałem poborowi do wojska polskiego*. Nie bardzo mi się jednak uśmiechało, by na komendę malować trawę na zielono, nudzic się w koszarach i robić tym podobne  czynności, które w Polsce uchodzą za służbę wojskową.  Tym bardziej, że po ciekawych studiach miałem przed sobą zdobycie wiedzy, doświadczenia i pozycji na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

Niestety Wojskowa Komenda Uzupełnień nie podzielała moich zapatrywań i regularnie wysyłała na mój adres zameldowania pisma z różnymi żądaniami. Raz nawet wysłała pod moje drzwi połączony patrol żandarmerii i policji.  Panowi w mundurach jednak nie mieli szans mnie zastać, bo całe swoje dorosłe życie mieszkam poza adresem zameldowania. Jest to ponoć  wykroczeniem przeciw dziwnemu prawu obowiązującemu Polaków, ale sam gorąco polecam tę metodę jako filtr na niepożądane intwerwencje państwa w nasze życie codzienne. 

Jednak, by mieć spokój i prowadzić normalne życie uznałem, że wpisywanie w formularzach prowadzonych przez kadry moich pracodawców w pozycji „stosunek do służby wojskowej” odpowiedzi „niechętny” zamiast wymaganej prawem „nieuregulowany” nie wystarcza.  Postanowiłem skutecznie położyć kres zakusom WKU. W tym celu zdobyłem oryginalne zaświadczenia, że studiuję podyplomowo a to w Moskwie, a to w Kijowie. Potem na każdy przejaw aktywności WKU wysyłałem oryginał i tłumaczenie przysięgłe zaświadczenia z uczelni naszych wschodnich braci. Wojskowi widząc taki zestaw pism sami dochodzili do słusznego wnioski, że jako student nie podlegam poborowi i na jakiś czas dawali mi spokój,

Nawet nie wiem jakie prawo łamałem tak niecnie oszukując WKU. Pewnie jakieś grubsze zagrożone jakimiś znacznymi sankcjami, ale wcale  nie czuję się winny. Wręcz przeciwnie zły jestem na państwo polskie, że musiałem gdy chciałem prowadzić normalne życie prosić swych zagranicznych przyjaciół o pomoc przy oszukiwaniu własnego państwa. Na szczęście mam jeszcze przyjaciół pochodzących z podobnego kręgu kulturowego co Polacy, którzy w odróżnieniu od sierioznych zachodnich protestantów, ścigają się z nami w zakresie twórczego stosunku do niemądrych wymogów państwa.

C.D.N.

 * za moich czasów obowiązywął przepis o przesunięciu do rezerwy każdego delikwenta, którego wojo nie zrekrutowało do jakiegoś wieku (chyba 28) - teraz ponoć mogą ścigać dożywotnio.

28 lipca 2008

Państwo polskie moim wrogiem – 2

Po powrocie do Polski poszedłem pracować w bankowości inwestycyjnej. Łączyłem przyjemne z pożytecznym. Doradzałem przy kupnie i sprzedaży firm, w tym prywatyzacji, oraz zarabiałem całkiem przyzwoite pieniądze. 

Było miło, łatwo, fajnie i przyjmnie. Aż tu pewnego dnia dostałem wezwanie do prokuratury. Na tym wezwaniu nie było informacji, o tym czy mam być świadkiem, czy oskarżonym. Po prostu w dniu takim i takim, o godzinie takiej i takiej mam się stawić w prokuraturze w Radomiu. Po szybkim prześwietleniu mózgownicy, nie mogąc w swym życiorysie odnaleźć jakiś strasznych przestępstw, zdobyłem się na odwagę stawienia w prokuraturze w Radomiu. Pojechałem w garniturze, bez szczoteczki do zębów i bez piżamy.

Miałem rację. Byłem niewinny i nic nie mogłem wnieść do śledztwa dlatego należało mnie przesłuchać. Winna była polityka i skurwienie prokuratury. Otóż miałem przyjemność doradzać przy prywatyzacji kilku zakładów tytoniowych, w tym dwóch zakładów w Radomiu. Jeden z tych zakładów został sprzedany rodzimemu polskiemu inwestorowi. Inwestor ten w przetargu zorganizowanym przez firmę w której pracowałem zapłacił najwięcej – i dlatego przetarg ten wygrał. Niestety inwestor miał ten niefart, że związek zawodowy Solidarność z tego zakładu również brał udział w przetargu i zapłacił mniej.  Nie przeszkodziło to jednak związkowcom złożyć doniesnia do prokuratury o rozkaradanie majątku narodowego polegającego na sprzedaży zakładu poniżej jego wartości. Rozumiecie? Ja też nie rozumiałem. Ponieważ jednak prokurator był miłym i kulturalnym człowiekiem spytałem go na koniec, czy nie jest dziwne, że ten kto chciał kupić firmę za mniej, donosi do prokuratury, że ten który kupił firmę za więcej, kupuje ją złodziejsko tanio?  Mą naiwnością musiałem chyba rozczulić prokuratora, bo powiedział: Panie wybory właśnie wygrała AWS, jeżeli ja umorzę to postępowanie to mnie zaraz nie ma w pracy, do sądu też nie pójdę, bo nie mam z czym, ale mogę za to prowadzić śledztwo, aż do następnych wyborów i wtedy je spokojnie umorzyć.

Nic na to nie powiedziałem, bo co mogłem powiedzieć? Tylko do dziś dzień nie wiem po jakiego groma ratowanie miejsc pracy w prokuraturze musi polegać na targaniu mnie na mój koszt na moim czasie na cały dzień do Radomia? I dlaczego prawo i przyjęty zwyczaj funkcjonowania państwa polskiego na to zezwalają?!

C.D.N. 

27 lipca 2008

Państwo polskie moim wrogiem

Po ostatnim wpisie o nieprzydatności polskiej kultury zostałem opieprzony za napadanie na Polskę i Polskość. Nie tylko przez człowieka z internetu, ale również przez swoich znajomych.  Ponoć przesadzam, ponoć nie szanuję tego co mam, ponoć nie rozumiem ograniczeń w ramach, których nasze państwo może działać.

Nie będę wam w odpowiedzi abstrakcyjne tłumaczyć dlaczego państwo polskie nakłada na mnie i na was zbyt dużo obciążeń. Groziło, by to kolejnym wpisem z ekonomii naszych urządzeń polityczno gospodarczych. Za to opiszę jak za mego dorosłego życia państwo polskie usilnie starało się i nadal stara się zostać moim wrogiem. 

Po liceum nie poszedłem na studia ponieważ poziom polskich uczelni miałem za marny. Do dziś zresztą za taki go uważam. Postanowiłem więc nauczyć się ekonomii za granicą. Zaryzykowałem i udało. Dostałem się na Harvard. 

Lecę do USA. Ale już czekając na lotnisku Okęcie na samolot do Stanów po raz pierwszy zostałem przestępcą. Miałem w kieszeni 2000 dolarów. Wywożenie twardej waluty było wtedy zabronione. Byłem lekko świadom tego przepisu, ale jak każdy normalny człowiek swoje pieniądze wsadziłem do swojego portfela. Błąd! Ledwie przeszedłem odprawę paszportową, a do poczekalni wpadli celnicy i kilka osób zgarneli do rewizji. Najadłem sie niezłego strachu. Na szczęscie do kontroli brali tylko pasażerów z ubioru, zachowania i fizjonomi wyglądających na należących do klutury Jackowa lub Green Point, oraz co ładniejsze panie. 

Po przylocie do USA uczelnia poprosiła mnie, bym otworzył sobie konto w banku. Taka amerykańska konieczność. Bez konta nie dałoby się deponować czeków za pracę na uczelni, ani otrzymać pożyczki na zakup komputera.  Oczywiście złamałem po raz kolejny prawo dewizowe. Polak, wówczas nie mógł bez zezwolenia polskich władz otwierać konta w banku za granicą, ani zaciągać pożyczek za granicą bez zezwolenia NBP.

To był jednak dopiero początek mej przestępczej kariery. Rok studiów na Harvardzie kosztował wtedy około 25 tysięcy dolarów. Suma dla mnie wówczas niewyobrażalna – dziś też duża. Sfinansowałem ją w części pożyczką (ooops, znowu prawo dewizowe!), oraz bezzwrotnym grantem z uczelni. O grancie tym oczywiście nic nie powiedziałem polskiemu fiskusowi. Do głowy mi nie przyszło, że powinnem od tych kilkunastu tysięcy dolarów grantu zapłacić podatek. Po prostu nie uważałem za sprawiedliwe, by w sytuacji gdy sam własnym trudem dostałem się na dobrą uczelnię i uzyskałem finansowanie swoich studiów to państwo jeszcze ma zabrać mi cześć finansowania na te studia. Oczywiście wełudg państwa polskiego byłem przestępcą. 

C.D.N.

24 lipca 2008

Od kultury walki do kultury pracy

„Siła przyciągająca narodu, jego wpływy ościenne, wywołują nie jego potęga polityczna, przewaga wojskowa, ani bogactwo ekonomiczne, lecz kultura, obyczajowość, oświata, i napiękniejszy ich kwiat, sztuka” 

- Aleksander Brückner, „Dzieje Kultury Polskiej”

Jestem Polakiem. Polska to mój dom. Jednak mocno niewygodnie czuję się w kostiumie zwanym polskością. Polskość w którą ubrali nas wieszczowie i historycy, szkoły, nasze rodziny i sąsiedzi jest nieatrakcyjna, oraz szkodliwa. Nie daje nam spójnej odpowiedzi na pytanie kim jesteśmy, dokąd podążamy, oraz dlaczego podróż w przyszłość pod biało czerwonym kolorem jest warta wysiłku.  Polskość w którą jesteśmy ubrani wymyślona została pod zaborami i w swej istocie to przepis na walkę i przetrwanie. Ale mamy XXI wiek i już najwyższy czas odejść do kultury walki i przetrwania do kultury pracy i dobrobytu. Upłynęło wiele czasu i mocno zmienił się świat. Czas dotychczasową polskość przebudować, by była atrakcyjna i przydatna. 

Po upadku pierwszej Rzeczypospolitej przetrwanie polskości wymagało nowych mitów narodowych. Mitów koniecznych do uzasadnienia klęski, dających siłę przetrwać i wybić się na niepodległość. Mitów które z narodu szlacheckiego oraz zniewolonego przezeń ludu skleić mogły naród polski. Mity te wówczas były konieczne. Dziś jednak są szkodliwe. Wartości tłoczone przez państwo i społeczeństwo są nieprzydatne, a nowych nie potrafimy na razie wypracować. Ta dezorientacja nam szkodzi. Człowiek jest istotą społeczną. By być bezpiecznym i szczęśliwym musi działać z innymi ludźmi. Społeczność koordynuje małe i duże zachowania jednostek poprzez normy moralne nakłaniające lub przymuszające do wspólnoty wartości. Mity i symbole mają realną wartość, która stanowi kapitał kulturowy społeczności i przesądza o jej konkurencyjności. Szybkie zebranie się pod flagą to przenośnia, ale również skuteczny sposób zachowania życia na polu  bitwy. Niestety dziś nie mamy dobrych flag pod którymi się zbierać.

Z bagażem zmurszałych i zatęchłych wartości daleko nie zajedziemy. Nasza matryce zachowań zakodowane w wartościach narodowych, by przeżyć jako społeczność i wybić się na niepodległość są dziś bezużyteczne. Polskość każe walczyć. Ale dziś nie mamy z kim walczyć, możemy co najwyżej sami sobie zaszkodzić. Polacy pod naciskiem i krytyką obcych stają się gorącymi patriotami. Lecz gdy zostajemy na chwilę sami bez wroga, to zaczynamy walczyć, przezywać się, obrażać nawzajem – tak po prostu bezinteresownie, z przyzwyczajenia. Polskość każe świętować porażki typu Katyń i powstanie Warszawskie oraz nużać się i taplać w stausie ofiary.  Lecz gdy sami jesteśmy katami jak w Jedwabnem, lub mamy szanse na spokojną budowę własnego dobrobytu gubimy się i nie potrafimy postąpić mądrze. Polskość za bohatera każe uznać niezbyt rozgarniętego narwańca typu Piotr Wyoscki za to, że wywołał powstanie listopadowe skończone likwidacją autonomii Królestwa Polskiego. A za zdrajców uważa Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, który uratował finanse Królestwa Polskiego, skutecznie wspierał rozwój polskiego przemysłu i otworzył na nasze produkty rynek rosyjski, czy też Aleksandra Wielopolskiego, który średniowieczną pańszczyznę odrabianą w naturze na rozkaz pana zamieniał na czynsz płacony w gotówce, rozwijał szkoły, spolszczył administrację na terenie Polski, oraz dążył do równouprawnienia Polaków wiary starozakonnej.

Słabość polskości widać w kontakcie z obcą kulturą. Większość polskich emigrantów bardzo szybko się roztapia w lokalnej kulturze. W drugim pokoleniu zazwyczaj dukają kilka słówek po polsku. A w trzecim są ledwie świadomi kraju pochodzenia dziadków. Niektóre jednak narody, takie jak chociażby Włosi i Irlandczycy, które miały podobną lub nawet bardziej dramatyczną historię potrafią będąc obywatelami nowych państw trzymać się kultury swych praojców. W polskich mediach królują wytwory kultury zagranicznej. Własnych nie jesteśmy w stanie sprzedać zagranicznym odbiorcom. Amerykańska „Ulica Sezamkowa” wyprodukowana w ramach misji państwa amerykańskiego w mediach jest produktem odnoszącym na świecie większy sukces niż nasza cała kultura narodowa razem wzięta.

Polskość jest marną rekomendacją dla Polaka na obczyźnie. W wielu zagranicznych domach słowa „mamo, tato wychodzę za Polaka” wywołają konsternację nieporównywalną z dreszczem wywołanym słowami „mamo, tato wychodzę za Francuza/Włocha/Szweda”. Bolesne i niesprawiedliwe? Tak, bo chcemy wierzyć, że liczą się zalety konkretnej osoby, a nie jej narodowość. Ale Polskość jest obciążeniem, które trzeba przezwyciężać własną indywidulaną postawą i pracą. Bo polskość nie jest rekomendacją podnoszącą status osoby obdarzonej tym atrybutem. I widząć niedomytych oraz nieokrzesanych współplemienców w samolotach do USA i pociągach do Niemiec wcale się nie dziwię. Pośród obcych polskość jest dziś rekomendacją co najwyżej na posadę pracowitej niańki, opiekunki, hydraulika i pielęgniarki. I nie mówmy,  że to przez nasze ubóstwo. Przed wiekami Szwajcar był synonimem ubóstwa. A czasy w których Hiszpani byli tak biedni jak Polacy pamiętają żyjący pośród nas całkiem młodzi ludzie. 

Czas skończyć wyznawać dyrdymały o dobrym narodzie i złych zaborcach.  Polskę straciliśmy przez własną głupotę.  Zlikwidujmy w końcu kanon lektur, który powiela szkodliwe stereotypy nardowe. Pozwólmy młodym myśleć samodzielnie.  Tak długo jak będą nauczeni, że cham stracił złoty róg, bo nie poszedł z kosą na armatę tak długo będziemy marnować energię w źle przygotowanych zrywach, zamiast tworzyć dobrobyt w dobrze zorganizowanych przedsięwzięciach. Przestańmy odmieniać słowa naród i patriotyzm na wszelkie możliwe sposoby. Skończył się już czas, gdy to co dobre dla Polski było dobre dla Polaka, nawet jeśli przez to musiał zginąć. Mamy dziś epokę w której to co dobre dla Polaka jest dobre dla Polski. Kochana prawico odspawaj się od mitu Polaka jako białego heteroseksualnego katolika. Każdy kto chce żyć z nami i pracować na nasz wspólny dobrobyt będzie dobrym Polakiem. Kochana lewico, przestań tworzyć kasty uciśnionych zasługujących na pomoc z kieszeni pracujących obywateli rozdzielaną wedle uznania lewicowych elit. Przy tym rozdzielaniu zostaje zbyt dużo w waszych kieszeniach. Najlepszym środkiem rozwoju jest odblokowanie biedniejszym szans na konkurowanie o swoje miejsce na drabinie społecznej.

27 czerwca 2008

Ostrożny i odpowiedzialny

W Polsce mamy najmłodszych w Europie emerytów, a połowa Polaków w wieku produkcyjnym zamiast pracować żyje z pieniędzy pracujących Polaków. 

Skutek jest taki, że opodatkowanie pracy w Polsce jest na poziomie podobnym do opodatkowania wódki. Obciążenie pracy w Polsce jest większe niż w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii.  Praca osoby bez dzieci zarabiającej średnią krajową opodatkowana (podatki + ZUS) jest w Polsce w wysokości 43%, w Wielkiej Brytanii w 33%, a w Irlandii 25%.

Słuchałem wczoraj Jacka ministra finansów Rostowskiego.  Mówił jak to bardzo jest zdetereminowany obniżyc podatki. Ale nie wierzę mu. Od ponad 15 lat słucham kolejnych ministrów finansów. Każdy z nich tak jak Jacek Rostowski chce być odpowiedzialny i ostrożny. Najpierw chce obniżyć wydatki, a dopiero potem podatki. Niestety na razie Rostowski podniósł składkę ZUS na zdrowie, a obniżki są tylko obietnicami. Skutek jest taki, że od lat my pracowici Polacy płacimy jedne z najwyższych podatków, a lenie i darmozjady dalej żyją na nasz koszt. Dzięki minister za twój słowny liberalizm. Niedługo się okaże, że nie starczyło ci czasu, albo dobrej woli koalicjantów. 

Marzy mi się nieostrożny i nieodpowiedzialny minster finansów. Taki który obieca i obniży podatki. Nawet jeżeli najpierw obniży podatki, a dopiero potem obniży wydatki.  Tak jak republikanie w USA. Niech potem lewica pod ciężarem rosnącego długu sama kombinuje jak obniżyć wydatki. U nas wydatki państwa w dużym stopniu są marnowane, więc cięcie ich w atmosferze kryzysu nie będzie niczym złym. Po za tym nie będzie u nas tak źle. Polska konstytucja ogranicza zadłużenie państwa do PKB na poziomie 60% więc żadnej katastrofy nie będzie, najwyżej ostre cięcie nie potrzebnych wydatków.

22 czerwca 2008

Igrzyska

Od ponad dwóch tygodni elyty ujadają za i przeciw sprawie Bolka. Jedni i drudzy udają, że robią coś pożytecznego, ale tak naprawdę symulują pracę na nasze dobro.

To że rządzący i opozycja bezkanie marnują nasz czas jest trochę winną proporcjonalnego systemu wyborczego, w którym politykom łatwiej odstawiać wielkie ideologiczne zderzenia, niż zajmować się konkretnymi sprawami wyborców z konkretnych okręgów. Ale jest to również nasze wina. To my pozwalamy politykom bezkarnie nakręcać się w temacie, który nijak ma się do naszego dobrobytu. 

Kochani to nasz kraj! Pytajmy polityków i dziennikarzy o rozwiązania istotnych problemów. Nie dajmy rozdrobnić naszej uwagi na duperele.

Niech rząd i opozycja powiedzą nam co zrobią z pajacami zwanymi Centralną Komisją Egzaminacyjną? Co robią, żeby przyszłość edukacyjna dzieci nie zależała od przypadku wyznaczonego błędami Centralnej Komisji Egzaminacyjnej?

Niech rząd i opozycja powiedzą nam co zrobią z pijakami i leniami żyjącymi nasz koszt pracowitych podatników? Wśród Polaków w wieku produkcyjnym pracuje tylko połowa. Ta pracowita połowa dorosłych Polaków, musi utrzymać niepracującą połowę Polaków, musi utrzymać emerytów, oraz zapłacić za szkolenie dzieci i młodzieży. Trochę za dużo tych ciężarów. Praca w Polsce opodatkowana jest w podobnej wysokości jak wódka. Rozumiem, że państwo chce zniechęcić do picia wódki, ale dlaczego zniechęca do pracy? 

Od ponad roku w Polsce obowiązuje zakaz budowy placówek handlowych większych niż 20 na 20 metrów (400 metrów kwadratowych)!  Najpier PiS uchwalił ustawę o budowie supermarketów, która ogranicza budowę dużych sklepów tylko do tych dopuszczonych na zasadzie